sobota, 25 marca 2017

Rozdział #33

Oparłem się o drzewo. Już było po wszystkim. Przymknąłem oczy.
 -W porządku? - Usłyszałem głos Kotori.
 -Tak. Tylko jestem trochę zmęczony.
 -Może zbyt wcześnie poprosiliśmy cię o pomoc? - Szepnęła.
Położyłem dłoń na jej głowie.
 -Wszystko w porządku - Uśmiechnąłem się. - Szczerze, czułbym się jeszcze gorzej gdybym wam nie pomógł.
 -Skoro tak mówisz - Wzruszyła ramionami.
 -Widziałaś Inukai'ego?
Zaprzeczyła.
 -Pewnie Amanda go zabrała - Szepnęła.
 -Przeszkadzam? - Spomiędzy drzew wyłoniła się Blanka.
 -Skądże - Powiedzieliśmy.
 -Skoro Rin się wybudził, pewnie za niedługo nas opuścicie, nie? - Założyła ręce na ramiona.
Energicznie pokręciliśmy głowami.
 -Musimy się upewnić, czy wszystko z nim w porządku. Oczywiście, jeśli będziemy jakimś problemem, to proszę powiedzieć. Wtedy postaramy się wszystko naprawić i...
 -Kochanie, nie sprawiacie najmniejszego kłopotu - Przerwała jej, delikatnie łapiąc ją za rękę.
 -To dobrze. Mam tylko pytanie... - Speszyła się odrobinę.
 -Słucham.
 -Czy ta ściana może zostać? Chciałabym ją jutro pomalować z dziećmi.
 -To bardzo dobry pomysł. Przynajmniej będziemy mieli jakąś pamiątkę po was - Uśmiechnęła się. - Niestety muszę iść. Do zobaczenia~
Pomachaliśmy dłońmi.
 -Jestem. Coś mnie ominęło? Dobry wieczór - Inukai skinął głową, mijając się z Blanką.
Zaprzeczyłem. Poklepał mnie po ramieniu.
 -Jak na pierwszy raz, całkiem całkiem.
 -Dzięki - Uśmiechnąłem się niepewnie.
 -Ale wejście między ludzi to sam wymyśliłeś, nie? Odważnie.
Uśmiechnąłem się lekko. Westchnąłem.
 -A tak poza tym... gdzie byłeś? - Wtrąciła Kotori.
 -Z Amandą - Odparł.
 -Przykro mi, ale muszę was opuścić. Do jutra - Uniosłem dłoń.
Wycofałem się o kilka kroków.
***
Położyłem się na materacu. Byłem zmęczony, ale usatysfakcjonowany. To był udany wieczór. Zakryłem dłoń przedramieniem i westchnąłem. Usłyszałem kroki na korytarzu.
 -Prosz! - Mruknąłem.
 -Przyniosłam coś do zjedzenia, chcesz?
 -Poproszę - Wyprostowałem się.
Blanka położyła talerz na szafce.
 -Śpij dobrze - Zamknęła drzwi.
 -Wzajemnie - Uśmiechnąłem się.
 -Gruszka - Wziąłem do ręki owoc. - Gruszki są twarde, a ja zmęczony. Zjem i się położę.
Była soczysta, twarda i słodka, czyli taka, jaka powinna być gruszka. Przemyłem się w bali zimnej wody i zawinąłem się w kołdrę.
 - Mam nadzieję, że Kana nie będzie mnie męczyć... -Ziewnąłem.
Po chwili zasnąłem.

poniedziałek, 20 marca 2017

Znalazłam nowy cel życiowy!

Dobra, będę się streszczać. Jak w tytule, ale spokojnie Ostojka jest bezpieczna (tak jak Andrzej 씁)

Jakiż to cel? Spójrzcie na zdjęcie :)




Będę pierwszym żukiem, który opanował Internet  💙
Wasza Agnes

poniedziałek, 13 marca 2017

Rozdział #32

 -Ty? - Spojrzałem na niego.
 -Dziesięć lat tańca towarzyskiego - Wziął łyk wody.
Czekaliśmy za dużą ścianą na Kotori.
 -Nie powiem, szanuję - Powiedziałem.
 -Gdybyś miał takiego wspaniałego trenera nie rezygnowałbyś -Westchnął, kręcąc wodę w kubku.- Ale po pewnym występie musiałem zrezygnować. Czasem mam do siebie pretensje, że zrezygnowałem, ale nie mam odwagi, aby ponownie tam stanąć i prosić o dalsze lekcje. Wolałbym nie brnąć w szczegóły.
 -Okej - Pokiwałem głową.
Siedzieliśmy ukryci w krzakach obok sceny. Czekaliśmy na swoje "momenty". Spojrzałem na widownię. Wszyscy przyglądali się Kotori z dużym zainteresowaniem, oprócz Amandy, która patrzyła na wszystko z pewną dozą krytyki. Westchnąłem.
 -Co jest? -Inukai zerknął mi przez ramię.
 -Nic. Patrzę na widownię.
Szturchnął mnie w ramię.
 -Za chwilę wchodzisz.
Przyjrzałem się scenie.
 -Trzy... dwa... jeden... Idę.~
 -Powodzenia - Szepnął.
Podszedłem do Kotori.
 -Kim jest ona? Nie bywała w tej okolicy.
 -Dokąd mnie zabrałeś? Kim jesteś? - Odskoczyła ode mnie jak poparzona.
 -Przed chwilą do ciebie podszedłem. Nie widziałem cię nigdy wcześniej.
 -Teraz wszystko rozumiem.... -Szepnęła.
 -Co?
 -Każdego dnia budziłam się i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie otwarte drzwi i buty w innym miejscu niż zostawiałam.
Uniosłem brwi.
 -Wariatka - Zwróciłem się do publiczności.
 -Pomożesz mi? - Spojrzała na mnie.
Powoli pokiwałem głową.
 -Nie pamiętasz, gdzie mieszkasz?
 -Pamiętam, ale... nie wiem jak stąd tam trafić.
 -Ech... no dobra.
 -Głodna jestem - Wtrąciła.
Udałem zaskoczenie.
 -No co?
 -Nie no nic. Mam jeszcze jakieś drobne, co chcesz?
Wzruszyła ramionami.
 -Tylko u mnie najlepsze jabłka, śliwki, gruszki i co chcecie! - Rozległ się głos Inukai'ego.
 -Chcesz? - Spytałem.
Przytaknęła.
 -To tu czekaj - Pobiegłem w krzaki.
 -Ufać? Nie ufać? Nie wygląda na przekonanego moim lunatyzmem - Westchnęła.
Wziąłem dwa owoce.
 -Jestem - Rzuciłem jej jabłko.
 -Dzięki - Mruknęła.
 -W której dzielnicy mieszkasz?
 -Na północy.
 -To dosyć blisko. Chodź.
Wziąłem ją za rękę i pociągnąłem w stronę widowni.
 -Co się dzieje? - Część widzów wodziła za nami wzrokiem.
Szliśmy dalej, a Inukai w tym czasie wprowadził kilka zmian.
 -Mam nadzieję, że wiesz dokąd mnie prowadzisz - Mruknęła.
 -Inaczej bym cię tam zostawił - Odparłem.
Westchnęła. Wróciliśmy.
 -Właź na górę - Wskazałem jej ścianę.
 -Po co?
 -A żebyś się pytała. Właź.
 -Nie denerwuj się tak.
Podsadziłem ją.
 -Co widzisz? - Spytałem.
 -Całe miasto.
 -Którą część?
 -Nie rozróżnię - Odparła.
Inukai stanął obok mnie i podał karteczkę. Kolorowe i zbyt duże ubrania przykuwały uwagę.
 -Wróżbita Gerwazy zaprasza do siebie. Panienka też chce?
 -Panienka jest ze mną - Odparłem.
Zmrużył oczy.
 -Nie widzę tu świetlanej przyszłości - Zacmokał.
Usłyszałem krótki śmiech.
 -Ja również - Mruknąłem.
Kotori zeskoczyła ze ściany.
 -Wiesz jakie są najszybsze połączenia do północnej dzielnicy? -Odgarnęła włosy z twarzy.
Przysunął ją do siebie i wskazał punt na widowni.
 -Prosto, potem w lewo, lewo i na przystanek. Dojeżdżasz na Karmazynowy plac, dalej musicie szukać sami, wybaczcie, ale widzę przed wami...
 -Nie trzeba, naprawdę -Przerwałem mu pośpiesznie.
Westchnął i odwrócił się na pięcie.
 -Ale polecam się na przyszłość!~ - Pomachał nam dłonią, odchodząc.
 -Ależ męczący typ - Uniosłem  wzrok do nieba.
 -Niom - Pokiwała głową. - Chodźmy dalej.
Poszliśmy ponownie między widzów.
Widziałem ich zdziwione spojrzenia. Minąłem Blankę. Uśmiechała się.
 -I jak? Widzisz ten przystanek?
Zaprzeczyła.
 -No to w lewo i w lewo...
Już nie widziałem zwykłego placu, tylko uliczkę, prowadzącą na mały dworzec. Stoiska, sprzedawcy, gwar i tłum mieszkańców. Uśmiechnąłem się do siebie.
 -Idziesz?
 -Cały czas - Dogoniła mnie. - Chwila...
 -Co jest?
 -Znam to miejsce. Tu mieszkam - Klasnęła w dłonie. - Tu mieszkam!~
Obróciła się kilka razy, ale potknęła się i upadła na Inukai'ego. Był ubrany w starą, flanelową koszulę w kratkę. Miał rozczochrane włosy.
 -A tobie co? - Warknął.
 -Przepraszam, nie chciałam.
 -No ja mam nadzieję - Postawił ją w pionie i machnął ręką.
 -Wstąpisz? - Spytała.
Kiwnąłem kilka razy głową i poszliśmy za ściankę.
Po chwili wystąpiliśmy na środek całą naszą ekipą.
Rozległy się oklaski i owacje na stojąco. Ukłoniliśmy się. Pierwszy, drugi raz.
 -Chcielibyśmy podziękować wszystkim, który pomogli nam w przedstawieniu. To również dla Was oklaski - Powiedział Inukai.
Przyłączyliśmy się do oklasków.

sobota, 25 lutego 2017

Rozdział #31

Wyszedłem na korytarz. W oknach wisiały malinowe, półprzeźroczyste zasłony. Ściany były pomalowane w kolorowe szlaczki. Usłyszałem czyjeś kroki.
 -Już się czujesz lepiej? - Spytała Blanka.
Pokiwałem głową. Uśmiechnęła się. Miała płowe włosy upięte w wysoki kok, czarne oczy, ciemnozieloną spódnicę sięgającą do ziemi i brązową bluzkę. Była niską i krągłą starszą kobietą.
 -Chciałbym bardzo podziękować za...
 -Nie ma za co. Naprawdę - Przerwała mi. - Twoi przyjaciele robią wszystko, aby się odwdzięczyć, doceniamy to. Jednak ty, jak na razie powinieneś odpoczywać.
 -Rozumiem - Skinąłem głową. - Może spytam trochę zbyt bezpośrednio, ale.... zna pani Kiske'go?
 -Oczywiście. Przez pewien czas był bohaterem, w sumie co ja plotę.... nadal jest!
Zaskoczyło mnie to.
 -Chciałbyś się przejść po wiosce? - Zaproponowała.
 -Chętnie - Uśmiechnąłem się.
Wyszliśmy z budynku.
 -Tutaj jest stajnia, którą się zajmuję, czasem razem z Higuchi'm, jedynym facetem w okolicy. Reszta wyjechała w poszukiwaniu pracy, ale dajemy radę, bo część z nich wraca latem lub zimą. Ten kawałek ziemi to nasza scena. Dalej... od naszej lewej kolejno domy: Higuchi'ego, jego żony, Kazu oraz dwójki dzieci, następny, Julia, jej wnuk i Kotori, no i ostatni z rzędu to Amanda i Inukai. Dalsze domy to przeważnie dzieciaki, które zostały na parę dni same i biblioteka, chcesz zajrzeć? - Spojrzała na mnie.
Przytaknąłem.
Książek nie było wiele, zaledwie trzy regały. Zauważyłem Kotori z Inukai'm przy stoliku.
 -Niestety muszę cię tu zostawić, obowiązki wzywają - Puściła do mnie oczko i wyszła.
Podszedłem do nich.
 -Już na nogach? - Powiedział towarzysz, odsuwając mi krzesło.
Wzruszyłem ramionami.
 -Pomożesz nam na występie? - Spytała dziewczyna.
 -Oczywiście - Odparłem. - A co wystawiamy?
 -"Lunatyczkę" - Mruknął.
 -O czym to?
 -Jest lunatyczka, Kotori, która co noc wychodzi z domu, zatrzymując się na środku miasta i czasem tańcząc lub tylko spacerując. Po pewnym takim wypadzie, budzi się w nieznanym miejscu i ktoś, czyli ty, pomaga jej wrócić. Tak w dużym skrócie - Oparł się o krzesło.
Mruknąłem i pokiwałem głową.
Długo dyskutowaliśmy i ćwiczyliśmy przy stole.
 -Przenieśmy się może do lasu, tam na polanę? - Zaproponowała Kotori.
Zgodziliśmy się.
***
 -Kim jest ona? Nie bywała w tej okolicy - Pochyliłem się nad dziewczyną.
Otworzyła oczy i krzyknęła krótko przestraszona.
 -G... gdzie jestem? Kim jesteś i co mi zrobiłeś?! - Uciekła na drugą stronę.
 -Dopiero cię znalazłem. Spałaś tu. Nie jesteś z okolicy, nie? -Wyciągnąłem do niej rękę.
Zaprzeczyła i ostrożnie uścisnęła dłoń.
  -Pomóż mi. Nie wiem jak wrócić - Szepnęła.
 -Stop, stop, stop! -Inukai pokręcił głową. - Jeszcze raz. Pamiętajcie, że mówicie do publiczności, więc nie ma odwracania się tyłem i szeptu. To znaczy jest szept, ale TEATRALNY, ludzie z trzeciego rzędu też muszą to słyszeć, ok?
 -Ok, ok - Pokiwałem głową.
Męczyliśmy ten fragment przez jeszcze dobre pół godziny. Później było o wiele lepiej. "Wędrowałem" z Kotori po "mieście" i spotykaliśmy "różne osoby". Sądziłem, że Inukai ma najgorszą rolę z nas wszystkich. Co chwilę musiał coś zmieniać; fryzurę, barwę głosu, zachowanie, czasami nawet stroje.
Nawet nie zauważyłem, kiedy się ściemniło.
 -Generalka! - Klasnąłem w dłonie.
 -Denerwujesz się?
Zaprzeczyłem.
 -Występowałem już wcześniej w wielu szkolnych "sztukach", więc nie powinno być problemu.
Uśmiechnął się.
 -I dobrze. Wiesz kto uczył ją tańczyć? - Wskazał na Kotori, która powtarzała ruchy z zamkniętymi oczami.
 -A nie ona sama?
 -Nie, to byłem ja - Uśmiechnął się połowicznie.

wtorek, 31 stycznia 2017

Rodział #30

Powieki były ciężkie. Wystarczająco, abym nie miał siły i ochoty ich podnosić. Czułem cały ciężar swojego ciała, kołdry.... chwila, chwila. Kołdra?! Poczułem nagły przypływ adrenaliny. Zerwałem się z łóżka. Byłem w średnim pokoju z ścianami koloru lawendowego.
 -Jeśli jestem w jakieś kolejnej warstwie snu, to tu zostanę - Pomasowałem czoło.
 -W końcu się książę wybudził, hę? - Po pomieszczenia weszła krępa kobieta.
Kiwnąłem głową.
 -Jestem...
 -Rin. Wiem, twoi przyjaciele cię przedstawili.
Rozejrzałem się. Nie było ich tu.
 -Jestem Blanka - Uśmiechnęła się.
Uścisnęliśmy sobie dłonie. Podała mi talerz z chlebem.
 -Trzymaj. Na początek coś lekkiego, aby nie przeciążyć żołądka. Za niedługo wrócę.
Wyszła, a ja wgryzłem się w kromkę. Wyjrzałem przez okno, które było po mojej prawej stronie.
Słońce oświecało domy, ścieżkę i stajnię. Chciałem wyjść na zewnątrz, ale zauważyłem, że jestem w samej bieliźnie. Rozejrzałem się panicznie w poszukiwaniu ubrań. Leżały na stołku obok. Przysunąłem je do siebie. Wyglądały bardziej świeżo, niż wcześniej, aż żal było je zakładać.
 -Kana mówiła coś o zmianie wyglądu... hm. Trzeba to sprawdzić.
Powoli przysunąłem dłonie do uszu. Były bardziej spiczaste. Usłyszałem rozmowę na korytarzu.
 -... wszystko u niego w porządku. Myślę, że możecie do niego wpaść - Rozpoznałem głos Blanki.
 -Dziękujemy - Powiedziała Kotori.
Kroki na korytarzu. Wsunąłem się pod kołdrę. Zapukali do drzwi.
 -Można?
 -Proszę!
Pierwszy wszedł Inukai. Jego twarz zdobiło kilka plastrów, ale Kotori wyglądała na wręcz nienaruszoną.
 -Jak żyjesz? - Spytał.
 -Jak widać - Odparłem z uśmiechem.
 -Wystraszyłeś nas - Szepnęła Kotori.
 -Ale na szczęście wpadł Kiske. Gdyby nie on... - Podrapał się w tył głowy.
 -Jak długo tu jesteśmy?
 -Dwa dni, nie licząc tamtego wieczoru - Uśmiechnęła się dziewczyna.
"Trochę długo" - pomyślałem.
 -Macie, gdzie się położyć? - Wyprostowałem się.
Przytaknęli.
 -Aby się odwdzięczyć, praktycznie harujemy całymi dniami - Inukai założył ręce na ramiona.
Przełknąłem ślinę.
 -Pomagamy przy zbiorach, rąbiemy drewno, czasami coś wystawiamy, zajmujemy się dziećmi...
 -Kotori jest gwiazdą wśród dzieciaków - Położył dłoń na jej ramieniu.
Zarumieniła się trochę.
 -Czy ja wiem... - Wzruszyła ramionami.
Rozległo się pukanie.
 -Prosz! - Zawołałem.
 -Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy mogłabym na chwilę zabrać Inukai'ego?
Do pokoju weszła młoda, chuda kobieta. Miała krótkie, czarno-fioletowe włosy i diamentowe oczy. Mężczyzna odwrócił się gwałtownie.
 -O ile on chce - Odparłem.
Spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął.
 -Do zobaczenia - Ruszył w stronę drzwi.
 -Kim ona jest? - Spytałem, gdy wyszli.
 -To Amanda. Inukai u niej mieszka - Odpowiedziała Kotori, zakładając sobie włosy za ucho.
Pokiwałem głową.
 -To ty gdzie mieszkasz? - Wypaliłem.
 -U takie jednej starszej pani i jej wnuka - Spojrzała na mnie trochę speszona.
 -Aha - Spojrzałem w okno.
 -Muszę iść, wybacz - Dygnęła.
 -Nie ma problemu - Uśmiechnąłem się.
Po chwili zostałem sam. Podciągnąłem kolana pod brodę i westchnąłem.
 -A może też powinienem się przejść?

czwartek, 26 stycznia 2017

Rozdział #29

Z czasem dostrzegałem i czułem coraz więcej. Zarysy drzew, trawę, która wpijała się w cztery litery. Zamrugałem kilka razy. Byłem na polanie.
 -Kana...? - Zawołałem.
Odpowiedziała mi cisza. Po plecach przebiegł mi dreszcz. Spojrzałem za siebie.
 -Hej - Uśmiechnęła się Nivi.
 -Co z Kanatris? - Spytałem.
Podeszła do mnie i podała dłoń.
 -Chodź.
Kiwnąłem głową.
 -Do twarzy ci w tym wianku - Zachichotała.
Dotknąłem czubka głowy. Faktycznie, coś tam było, więc to zdjąłem.
Wianek. Kwiaty uschły i kruszyły się w dłoniach. Pewnie trochę pozostało na włosach, więc je niedbale przeczesałem. Spojrzałem na Nivi. Jak zwykle pogodna i trochę zamyślona.
 -A możesz mi wytłumaczyć co się mniej więcej wydarzyło? - Spytałem.
 -Kana wszystko ci wyjaśni.
Ponownie skinąłem.
Doszliśmy nad jeziorka. Lód ustąpił.
 -Wejdź do wody - Poleciła i rozłożyła skrzydła.
Pomachała dłonią i wzbiła się w powietrze. Wszedłem do środka i czekałem. Woda była zimna, a dno nieprzyjemnie muliste i ciepłe. Wstrząsnął mnie lekki dreszcz. Czekałem, sam nie wiedziałem na co, lub na kogo. Wtedy na środku jeziora pojawiły się bąbelki wody.
 -Jak za pierwszym razem, hm? - Mruknąłem do siebie.
Wtedy pojawiła się nimfa. Uśmiechnęła się i chwyciła mnie za dłoń. Splotła nasze palce.
 -Już myślałam, że nie wrócisz - Spojrzała mi w oczy.
 -Eee... no co ty - Machnąłem ręką.
 -Dobra, chodź na dół.
Zamknąłem oczy i zanurzyłem się. Nic nie widziałem, a Kanatris mnie prowadziła.
Woda opływała moje całe ciało. Tutaj była nieznacznie cieplejsza.
Płynęliśmy tak przez pewien czas. O dziwo, nie brakowało mi powietrza.
 -Okej, możesz otworzyć oczy - Kanatris poklepała mnie po nadal wydętym policzku.
Podniosłem powieki. Znajdowaliśmy się w jakiejś jaskini.
Ściany były bursztynowe.
 -Chodź, chodź - Kana zachęciła mnie ruchem dłoni.
Przyspieszyłem kroku.
 -Widzisz to? - Spytała.
Spojrzałem na nią. Kucała przy czymś, co przypominało kałużę. Pływały w niej rybki, jedna z nich była większa niż pozostałe.
 -Co to? - Szepnąłem.
 -Twoje zmysły. Smak, dotyk, wzrok, węch i... słuch - Wskazała tę większą.
 -Dlaczego ona jest inna?
 -To przez Sonomaru i jego krew.
 -Chyba nie rozumiem....
 -Jego krew, według niego, miała zabijać po dwóch godzinach. To był błąd. Po dwóch godzinach zmysły przekształcają się na bardziej czułe. Czy zmieniło to twój wygląd? Nie wiem. Chcesz to zobaczyć?
 -W jakim sensie?
 -Obudzić się.
Wargi zadrżały w niepewnym uśmiechu, ale przytaknąłem.
 -Może to źle zabrzmi, ale... wystarczy się utopić - Również się uśmiechnęła.
 -W tym świecie, chyba, już nic mnie nie zaskoczy - Odparłem.
------~*~*~------
W końcu coś porządniejszego, jej! Wiem, wiem, ostatnio dałam znak życia na początku miesiąca, ale lepiej późno niż wcale ;)
Agnes

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Rozdział #28

Otworzyłem oczy. Wszędzie było ciemno. Nie czułem gruntu pod nogami. Mogłem się spokojnie unosić w dziwnej przestrzeni, ale odczuwałem niepokój. Co się stało ze stawem? Gdzie jest Kanatris?
 -Co się...
Usłyszałem czyjś śmiech, lecz znałem ten głos.
 -Nie spodziewałeś się mnie, nie? - Przede mną pojawił się Sonomaru.
 -Czego od nas chcesz?
 -Jakby to powiedzieć... tamci chłopcy to tylko tymczasowi "pracownicy". Mieli was tylko zatrzymać, na pewien czas, bo musimy porozmawiać...
Milczałem, na co on westchnął.
 -Natsuna chciała ci powiedzieć, że tęskni. No, i liczy że za niedługo się pojawicie. Czy coś jeszcze...? A, chłopcy podali ci trochę mojej krwi.
 -Co w związku z tym? - Uniosłem brwi.
 -W obecnych warunkach masz około dwóch godzin życia. Tak mi się zdaje.
Gdyby nie to, że się unosiliśmy w tej nieokreślonej przestrzeni, upadłbym. Oczy zaczęły mnie piec.
 -Coś jeszcze? - Wydusiłem, przez zaciśnięte zęby.
Zaprzeczył.
 -Z tą nimfą, Kanatris, nie? To wszystko w porządku, ale chyba nie zdążyliście się pożegnać.
Wygiął wargi we wredny uśmieszek.
 -To żegnaj - Dodał.
 -Czekaj! - Wydusiłem przez łzy.
 -Słucham.
 -Co z Natsuną?
 -Wszystko dobrze - Odparł.
 -Jakim cudem ona się tu dostała? - Szepnąłem.
 -Hmm... pamiętasz tamto popołudnie. Zwykły dzień, spacer i tak dalej. Wtedy, nie wiadomo jak, poszedłeś do parku...
 -Zauważyłem krew na chodniku - Przerwałem mu.
 -Serio? A, to nie moje - Prychnął. - Ale wracając, już wtedy mnie widziałeś.
Przełknąłem ślinę.
 -To był Inukai? - Spytałem.
 -Dosyć szybko to zredukowałeś - Gwizdnął.
 -Kim była postać stojąca dalej? - Spytałem.
Demon westchnął, jakby się zastanawiał.
 -Nie wiem.
 -Spowodował, że Natsuna upadła, a może bez tego nie spędzałbym swoich ostatnich dwóch godzin! - Podniosłem głos.
 -Uspokój się. Nie wiem kto to, ok? A przede wszystkim... tak czy owak byś się tu dostał, bo tak.
Chwilę później zniknął.
Po policzkach spłynęły mi strumienie łez.
 -Boję się - Wyszeptałem.
Zwinąłem się w kłębek.
 -Przepraszam cię Natsuna... nie dam rady.
Oczy coraz bardziej mnie bolały, ale nie interesowało mnie to. Chciałem tylko leżeć, płakać i czekać na koniec. Serce waliło mi jak młotem.
 -Po jaką cholerę podali mi tę cholerną krew?! - Łkałem.
Pewien czas później nie miałem z czego produkować łez. Miałem już dosyć. Przetarłem twarz.
 -Ciekawe, co się dzieje na zewnątrz? - Mruczałem.
Zacząłem myśleć. Dosyć szybko pogodziłem się ze śmiercią.
 -Hej, Rin, nie możesz tak myśleć pesymistycznie. Może uda im się cokolwiek zrobić - Wymusiłem uśmiech.
Wtedy rozbłysło światło. Przymrużyłem oczy i wyprostowałem się.
 -Żyjesz?
Przede mną pojawiła się Nivi. Uśmiechnęła się.
 -Co się tam dzieje? - Spytałem.
 -Niejaki Kiske nam pomógł. Znasz go?
Pokiwałem głową.
 -Teraz uciekamy do najbliższej wioski, a ja mam tu trochę ogarnąć.
Zacmokała kilka razy  niezadowolona.
 -Ale tu bajzel... Ech, damy radę.
I zniknęła, ale światło zostało.
"Może jednak nie zawiodę Natsuny?"-Uśmiechnąłem się.