poniedziałek, 9 stycznia 2017

Rozdział #28

Otworzyłem oczy. Wszędzie było ciemno. Nie czułem gruntu pod nogami. Mogłem się spokojnie unosić w dziwnej przestrzeni, ale odczuwałem niepokój. Co się stało ze stawem? Gdzie jest Kanatris?
 -Co się...
Usłyszałem czyjś śmiech, lecz znałem ten głos.
 -Nie spodziewałeś się mnie, nie? - Przede mną pojawił się Sonomaru.
 -Czego od nas chcesz?
 -Jakby to powiedzieć... tamci chłopcy to tylko tymczasowi "pracownicy". Mieli was tylko zatrzymać, na pewien czas, bo musimy porozmawiać...
Milczałem, na co on westchnął.
 -Natsuna chciała ci powiedzieć, że tęskni. No, i liczy że za niedługo się pojawicie. Czy coś jeszcze...? A, chłopcy podali ci trochę mojej krwi.
 -Co w związku z tym? - Uniosłem brwi.
 -W obecnych warunkach masz około dwóch godzin życia. Tak mi się zdaje.
Gdyby nie to, że się unosiliśmy w tej nieokreślonej przestrzeni, upadłbym. Oczy zaczęły mnie piec.
 -Coś jeszcze? - Wydusiłem, przez zaciśnięte zęby.
Zaprzeczył.
 -Z tą nimfą, Kanatris, nie? To wszystko w porządku, ale chyba nie zdążyliście się pożegnać.
Wygiął wargi we wredny uśmieszek.
 -To żegnaj - Dodał.
 -Czekaj! - Wydusiłem przez łzy.
 -Słucham.
 -Co z Natsuną?
 -Wszystko dobrze - Odparł.
 -Jakim cudem ona się tu dostała? - Szepnąłem.
 -Hmm... pamiętasz tamto popołudnie. Zwykły dzień, spacer i tak dalej. Wtedy, nie wiadomo jak, poszedłeś do parku...
 -Zauważyłem krew na chodniku - Przerwałem mu.
 -Serio? A, to nie moje - Prychnął. - Ale wracając, już wtedy mnie widziałeś.
Przełknąłem ślinę.
 -To był Inukai? - Spytałem.
 -Dosyć szybko to zredukowałeś - Gwizdnął.
 -Kim była postać stojąca dalej? - Spytałem.
Demon westchnął, jakby się zastanawiał.
 -Nie wiem.
 -Spowodował, że Natsuna upadła, a może bez tego nie spędzałbym swoich ostatnich dwóch godzin! - Podniosłem głos.
 -Uspokój się. Nie wiem kto to, ok? A przede wszystkim... tak czy owak byś się tu dostał, bo tak.
Chwilę później zniknął.
Po policzkach spłynęły mi strumienie łez.
 -Boję się - Wyszeptałem.
Zwinąłem się w kłębek.
 -Przepraszam cię Natsuna... nie dam rady.
Oczy coraz bardziej mnie bolały, ale nie interesowało mnie to. Chciałem tylko leżeć, płakać i czekać na koniec. Serce waliło mi jak młotem.
 -Po jaką cholerę podali mi tę cholerną krew?! - Łkałem.
Pewien czas później nie miałem z czego produkować łez. Miałem już dosyć. Przetarłem twarz.
 -Ciekawe, co się dzieje na zewnątrz? - Mruczałem.
Zacząłem myśleć. Dosyć szybko pogodziłem się ze śmiercią.
 -Hej, Rin, nie możesz tak myśleć pesymistycznie. Może uda im się cokolwiek zrobić - Wymusiłem uśmiech.
Wtedy rozbłysło światło. Przymrużyłem oczy i wyprostowałem się.
 -Żyjesz?
Przede mną pojawiła się Nivi. Uśmiechnęła się.
 -Co się tam dzieje? - Spytałem.
 -Niejaki Kiske nam pomógł. Znasz go?
Pokiwałem głową.
 -Teraz uciekamy do najbliższej wioski, a ja mam tu trochę ogarnąć.
Zacmokała kilka razy  niezadowolona.
 -Ale tu bajzel... Ech, damy radę.
I zniknęła, ale światło zostało.
"Może jednak nie zawiodę Natsuny?"-Uśmiechnąłem się.

piątek, 23 grudnia 2016

Życzenia ^.^

Już jutro wigilia, z tej okazji życzę Wam pomyślności, szczęścia, zdrowia i wszystkiego co najlepszego na Nowy Rok i święta.
Oto świąteczny specjał. Jest on podzielony na kilka części, a wszystko dzieje się dziesięć lat przed właściwą fabułą. Mam nadzieję, że wyjdzie to w miarę dobrze ;) Zapraszam!
Przepraszam za mój angielski :')

 Kotori

W końcu gwiazdka! Nie mogłam się doczekać, tak jak inni. Spoglądałam za okno. Chmury dosyć mocno zasłoniły niebo, ale wierzyłam, że jako pierwsza ujrzę pierwszą gwiazdę na niebie.
W sali był jeszcze Murakami ze złamaną nogą, Amelie po zapaleniu płuc i William - anglik, po wypadku na rowerze.
 -Kotori, jak myślisz - Szepnęła do mnie koleżanka ze swoim lekkim, francuskim akcentem. - Co dostaniesz?
Wzruszyłam ramionami i podciągnęłam kolana pod brodę.
 -Na pewno kolejną dawkę leków - Dodałam.
Dziewczynka zachichotała.
Wtedy drzwi do pomieszczenia otworzyły się.
 -Ho, ho, ho! Czy ktoś z was pytał o prezenty?
Serce zabiło mocniej i podekscytowana spojrzałam na... świętego Mikołaja! Nawet William się uśmiechnął.
 -Is there William Falcon?
Nie zrozumiałam, co powiedział.
 -Yes, I am - Chłopak uniósł dłoń.
Święty wręczył mu małą paczuszkę.
 -A Kotori Momori? Obecna?
 -Jestem - Pisnęłam.
Mężczyzna podszedł do mnie i podał średnią paczkę. Zgodnie z tradycją, czekaliśmy, aż Mikołaj pójdzie do kolejnej sali.
Później nadeszła kolej Murakami'ego i Amelie. Ktoś włączył radio.
 -Czas goni, więc muszę lecieć. Bye bye! - Zawołał Mikołaj, wychodząc.
Rozerwałam papier, pod którym znajdowała się pluszowa świnka. Przytuliłam ją mocno i spojrzałam w okno. Zobaczyłam pierwszą gwiazdkę.

Inukai

Wigilia. Znowu przyjedzie cały tabun rodziny, tylko po to, aby rozmawiać o niczym. Zawsze się cieszyłem, gdy miało to nastąpić, ale... denerwował mnie jak zwykle mój starszy o osiem lat brat - Ryukai. Święta miały być magicznym czasem, podczas którego dzieją się cuda. Jednak, żaden cud nie zdarza się, gdy mam składać mu życzenia. Zawsze patrzy się na mnie z wysoka, i nie chodzi tu wcale o wzrost.
Siedzieliśmy przy stole. Przysłuchiwałem się rozmowom dorosłych, ale zbyt wiele z nich nie zrozumiałem, więc skupiłem się bardziej na przeżuwaniu kromki chleba.
W naszej rodzinie, tak na prawdę nie obchodziliśmy Bożego narodzenia. Były to tylko coroczne zjazdy rodzinne.

Rin

 -Riin! Pospiesz się z tym ubieraniem się! - Zawołała mama.
 -Moment... - Mruknąłem pod nosem, zapinając koszulę.
Spojrzałem przelotnie w lustro. "Jest dobrze" - pomyślałem i wyszedłem z łazienki.
 -Och, Rin, ale wyrosłeś! - Piszczały zadowolone ciotki i babcie.
Uśmiechałem się dumny z siebie.
 -Słyszałeś to? - Spytała mama.
Pokręciłem głową.
 -To leć do drzwi.
Kiwnąłem głową i pobiegłem we wskazanym kierunku. Wróciłem rozczarowany.
 -Nikogo nie było - Bąknąłem.
Powłóczyłem nogami do swojego pokoju i spojrzałem na półkę z książkami. Leżała tam paczka. Wziąłem ją w dłoń i przeczytałem karteczkę. To było do mnie. Zapiszczałem zadowolony i rozerwałem papier. Była tam książka o przygodach Alpaki Andrzeja. Jej imię śmiesznie brzmiało.

DO ZOBACZENIA W PRZYSZŁYM ROKU ;)

Agnes

wtorek, 20 grudnia 2016

Rozdział #27

Podniosłem powieki. Leżałem na trawie przy tamtym jeziorze.
 -Przyprawiłeś mnie o zawał - Rzuciła Kanatris.
Coś wymamrotałem i podniosłem się. Nimfa siedziała obok i patrzyła w niebo.
 -Ale co się stało? - Spytałem.
 -Pojawiłeś się na dnie jeziora, a nie na brzegu. Ogłuszyli cię, nie?
Kiwnąłem głową.
 -Coś ci musieli podać.
 -Co?
Pokazała jezioro, którego taflę pokrywał lód.
 -Oż kurde...
 -No właśnie. Mam nadzieję, że za niedługo puści, bo po dłuższym czasie możesz nie mieć takiej dobrej sprawności, jak wcześniej. Na przykład paraliż, trudności z mową i takie tam - Machnęła ręką.
"Zaczepiście" - pomyślałem i podciągnąłem kolana pod brodę.
 -Mamy czas przynajmniej na jakąś normalną rozmowę, nie?~
Spojrzała na mnie. Uśmiechnęła się.
 -No to zacznę - Westchnąłem. - Znasz może Natsunę?
Zamyśliła się.
 -Długie białe włosy, niebieskie wesołe oczy i długie szczupłe palce? Hmm.... czasami tu przychodzi.
Serce zabiło mi mocniej.
 -Coś mówiła?
 -Tak. Trochę mi o tobie opowiadała, ale to były może dwa, czy trzy spotkania.
Uśmiechnąłem się.
 -Mówiła, że pewnie tu przyjdziesz, no i się sprawdziło - Nimfa wstała.
 -Jest jakiś sposób, abym mógł zobaczyć lub przynajmniej usłyszeć, co się dzieje na "zewnątrz"?
Podała mi dłoń.
 -Chodź.
 -Gdzie?
Uśmiechnęła się.

Szliśmy przez pole. Z każdym krokiem oddalaliśmy się od jeziora. Kanatris ciągnęła mnie za nadgarstek. Coś nuciła pod nosem.
 -Usiądź - Poleciła. - A, i zamknij oczy.
Posłuchałem rozkazu.
Trawa trochę wbijała się przez ubranie, ale postarałem się to zignorować.
 -Nie otwieraj ich - Położyła coś na mojej głowie.
Poczułem powiew wiatru na plecach. Powieki momentalnie same się uniosły.
Leżałem, przyciśnięty do ziemi, w pobliżu naszego ogniska.
 -Nie ruszaj się - Warknął ktoś z góry.
Nie widziałem zbyt wiele. Lider był pomiędzy Kotori, a Inukai'm.
 -No dobrze, zacznijmy od nowa - Mężczyzna silił się na miły ton. - Jak tam się dostać?
 -Czyli gdzie? - Wychrypiał towarzysz.
 -Na drugą stronę - Chwycił go za kołnierzyk.
Inukai westchnął i zaśmiał się.
 -Aa... no to równie dobrze możesz się zabić. Tylko ostrzegam, co jest po tamtej stronie... no nikt z nas nie wie.
Po pozostałych przemknął gorzki śmiech.
 -Uważasz, że to śmieszne?
Zaprzeczył.
 -Mówię na serio. Mogę ci nawet pomóc - Posłał w jego stronę krzywy uśmiech.
Spojrzał w moją stronę.
 -No, w końcu się zbudziłeś. Może będziesz bardziej użyteczny niż twój kolega - Podszedł bliżej.
Coś wydukałem. Traciłem władzę w rękach, które zaczęły drżeć. Przed oczami ponownie zatańczyły czarne plamy. "C... co się dzieje?" - pomyślałem. Obiegłem ponownie wzrokiem okolicę. Kotori patrzyła na mnie przerażona, a Inukai miał ubrudzoną twarz od ziemi i... krwi? Nie mogłem dłużej się mu przyjrzeć.
 -Powiesz coś o powrocie? - Lider grupy kucnął przy mnie i uśmiechnął się obrzydliwie.
Wtedy coś mignęło w jego oku. Przypominało to węża. Więcej nie zauważyłem.

niedziela, 27 listopada 2016

Rozdział #26

Jeszcze przez pewien czas rozmawialiśmy o naszym "teatrze".
 -Pomysł jest dobry, ale o czym to będzie? - Spytałem.
 -Musi być coś ciekawego. Akcja, nie wiem co jeszcze - Odparł Inukai.
 -Tekst i tak musi być w większości improwizowany - Powiedziała Kotori.
 -Większość ludzi lubi tragedie i komedie - Dodał mężczyzna.
 -Właśnie wymieniłeś dwie sprzeczności - Zauważyłem.
 -Wiem, ale tylko stwierdzam fakty.
 -I tak nie damy rady dogodzić wszystkim - Wtrąciła.
 -Niestety -Westchnąłem.
 -Potraficie śpiewać? - Popatrzył na nas.
Pokręciłem głową, a Kotori wzruszyła ramionami.
 -Rin, masz pierwszą wartę.
 -Wiem.
 -To dobrze - Ziewnął.
Towarzysz ułożył się na ziemi, plecami do ognia.
 -Miłej nocy - Mruknął.
 -Miłej - Odpowiedziałem.
Niedługo potem, Kotori również ułożyła się do snu.

Noce były coraz chłodniejsze, albo mi się tak tylko wydawało. Pod nosem nuciłem sobie piosenkę "Hollywood Undead" pod tytułem "Bullet". Stłumiłem ziewnięcie, gdy zbliżałem się do refrenu, ale później nie wróciłem do tego, tylko przyjrzałem się gwiazdom. "Gdy wieczorem za kimś tęsknisz, spójrz w księżyc i pomyśl, że właśnie ta osoba też w niego patrzy" - usłyszałem w swoim umyśle głos mamy. Uśmiechnąłem się do siebie i podkuliłem kolana. Trochę tęskniłem za rodziną i Natsuną, ale byłem szczęśliwy, że mogę ją znaleźć. Przez chwilę zrobiło się jaśniej. Pomyślałem, że to Nivi. Przeniosłem na nią wzrok.
 -A Kotori? - Spytałem.
 -Nic jej nie będzie - Wyrwała swoje piórko i położyła na dziewczynie. - Lecę, aby rozejrzeć się po okolicy, za niedługo wrócę.
 -Dobra - Ziewnąłem.
Odbiła się od ziemi i wzbiła się w powietrze. Zostałem sam.
Czas dłużył się niemiłosiernie. Nivi wróciła, powiedziała, że nie ma zagrożenia i wróciła do Kotori. Do końca warty miałem jeszcze pół godziny. Popatrzyłem na drzewa. Buki, świerki, i pewnie cała masa innych rodzajów, których nie mogłem rozróżnić w ciemnościach.
 -Nudno, tu nie? - usłyszałem za sobą.
Po moich plecach przebiegł dreszcz. Rozpoznałem ten głos. To byli ONI.
 -Inuka....!
Nie mogłem skończyć. Poczułem uderzenie w potylicę i przed oczami zatańczyły czarne plamy.

piątek, 11 listopada 2016

Propozycja!

Czytelnicy!
Ostatnio na fakultetach z Wiedzy o Społeczeństwie wpadłam na pomysł na nową, luźną serię pod tytułem...
Alpaka Andrzej
(Może kiedyś dodam zdjęcie :D)

O czym by to było? Sama nie wiem. Krótkie historyjki, może czasami przesiąknięte fandomem z różnych serii. Ot, taki Andrzej.
Napiszcie co o tym sądzicie, proszę. :)
Agnes

niedziela, 16 października 2016

Rozdział #25

Schyliłem się po kolejny patyk.
 -Kim oni byli? - Spytałem.
 -Sama nie wiem - Kotori wzruszyła ramionami.
 -Inaczej: Jak to się zaczęło? - Spojrzał na nią Inukai.
 -Zbierałam chrust, bo stwierdziłam, iż nie dam rady niczego upolować, czy złowić, o zbieraniu nie wspominając. Gdy, za którymś razem, podniosłam głowę, pojawili się oni. Spytałam się, czego chcą, ale nie odpowiedzieli, tylko wyrzucili chrust i kazali wstać. Przestraszona zrobiłam to. Bałam się cokolwiek zrobić, więc nie odpowiadałam Nivi. Zaczęli mnie popychać wzdłuż okręgu. Nic nie mówili, lecz gdy upadłam...
Schyliła głowę i coś wymamrotała.
 -Powtórz - Mężczyzna nadal na nią patrzył.
Potrząsnęła głową i wzięła część badyli.
 -Wracam na miejsce - Szepnęła.
Szła powoli. Popatrzeliśmy po sobie.
 -Jak myślisz? Chcieli ją, aż tak skrzywdzić? - Spytałem.
Nie odpowiedział. Zebrał pozostałą część chrustu i odgarnął włosy z twarzy.
 -Mam szczerą nadzieję, że nie, ale nie ma gorszych bestii niż ludzie -Mruknął.
Dotknął swojego policzka i syknął cicho.
 -Ale ty wtedy na serio? - Wypaliłem.
Spojrzał na mnie pytająco.
 -Wtedy jak ci przywalił - Zacząłem tłumaczyć. - W ogóle nie zareagowałeś.
 -A, wtedy. Jakoś mnie to nie ruszyło. Ten cios, faktycznie był mocny, ale... pusty. Jakbyś dostał grubym kartonem w twarz.
 -I tak by to bolało.
 -Wdawałem się, w swoim życiu, w tyle bójek, że to chyba robi na mnie wrażenia.
"Zdaje się, że żyliśmy w dwóch różnych światach" - pomyślałem. Westchnąłem i rozejrzałem się za pozostałą częścią patyków. Nie było ich.
 -Czegoś szukasz? - Spytał.
Przeniosłem na niego wzrok. Miał je wszystkie. Zaprzeczyłem.
 -Wracajmy, bo się ściemnia.
Faktycznie, słońce chyliło się ku zachodowi, wydłużając nasze cienie.

Kotori siedziała naprzeciwko stosiku z patyków. Po chwili coś zaczęło się tlić. Spojrzała w naszą stronę.
 -Rozmawiałam z Nivi - Powiedziała. - Według niej, tamci mężczyźni mogli być jej "przeciwnikami".
 -Chyba nie rozumiem - Wygrzebałem z krzaków swoje rzeczy.
 -Ech... coś w stylu antyfanów. Mogą mnie jeszcze szukać, ale nie sądzę.
 -W takim razie czym był ten "Ghalirek", czy co tam innego? - Inukai bawił się płomieniem.
Wzruszyła ramionami.
 -Może ich nazwa, może zaklęcie, nie wiem.
 -Od dzisiaj się nie rozdzielamy - Mężczyzna stracił zainteresowanie ogniem i spojrzał na nas. - Bo jeszcze nas pozabijają.
Kiwnąłem głową. Miał rację.
 -A teraz pokaż, co tam dostałeś od wędrowca - Towarzysz zatarł ręce.
 -Skąd wiesz? - Uniosłem brwi.
 Spojrzał na mnie jeszcze bardziej zaskoczony, niż (zapewne) ja na niego, ale nie drążyłem tematu i wyjąłem mięso.
Wgryzłem się w udko. Wtedy poczułem jaki byłem głodny. Mruknąłem zadowolony.
 -Musimy wymyślić jakiś sposób zarobienia pieniędzy - Inukai wrzucił pojedyncze kosteczki do ognia. - Jakieś pomysły?
 -Jeśli będziemy w jakiejś mieścince możemy popytać o pracę - Zaproponowałem.
 -Ale zatrudniać się tylko na jeden dzień lub wieczór? - Skrzywił się.
 -A może teatr wędrowny? - Pisnęła Kotori.
Spojrzeliśmy na nią.
 -W sumie... dlaczego nie? - Mężczyzna wyjął z torby ręcznik. - Za chwilę wrócę.
Dziewczyna uśmiechnęła się.

niedziela, 2 października 2016

Rozdział #24

Zanim zacznę, chciałabym Was o czymś poinformować. W poprzedni poniedziałek byłam na pogrzebie mojego dziadka. Zmarł 21. września. Przez to, nie mogłam (ba, nie byłam w stanie) niczego stworzyć.
Mam nadzieję, że zrozumiecie, a teraz... DO DZIEŁA!
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wracając do naszego prowizorycznego obozu, zastanawiałem się nad ostatnią moją myślą.
 -Sen odpada. Zdecydowanie - Mruczałem do siebie. - Jak cała reszta.
 -Do kogo mówisz? - Usłyszałem za sobą czyjś głos.
Aż podskoczyłem. Za mną nikogo nie było. Nade mną również.
 -Tu jestem. Na twoim ramieniu~
Siedziała tam mała elfica. Miała długie, niebieskie włosy i wodniste oczy.
 -I czego się krzywisz? - Fuknęła.
"No fajnie" - pomyślałem.
 -Co tu robisz? - Spytałem.
 -Siedzę.
"No nie żartuj".
 -A masz w tym jakiś cel?
 -Ach! Zapomniałabym. Jakaś dziewczyna na polu chyba potrzebuje pomocy.
 -Gdzie?
 -No mówię, że na polu.
 -A jak tam dojść?
Elfka poprowadziła mnie na miejsce. "Prosto, lewo. Nie to lewo głupku! No lepiej." -piszczała na ramieniu.
"Gdyby zamiast Ivony w GPS'ach byłaby ta mała, większość kierowców wybrałoby swoje przeczucie lub klasyczne mapy papierowe" - uśmiechnąłem się do swoich myśli.
Na polu było kilku mężczyzn, którzy otoczyli ciasnym okręgiem... Kotori.
 -Ona ma chyba naturalny talent do wpadania w kłopoty - Westchnął za mną Inukai.
"Jak?! Kiedy on tu przyszedł?!".
Przeczesał palcami swoje włosy i poszedł do tamtej grupy. Ruszyłem za nim.
 -Co tu się dzieje? - Spytał (z nutką grozy).
Odwrócił się do niego o głowę wyższy facet. Jego twarz przypominała typowego gangstera z filmu akcji.
 -Nic takiego, co powinno cię interesować... gnojku.
Inukai uniósł jedną brew.
 -Twój książę przybył, mała - Rzucił ktoś z boku.
Kotori popchnięto do przodu. Miała trochę zadrapane łokcie i potargane włosy. Wzrok wbiła w ziemię.
 -Pozwólcie, że ją weźmie... -Zaczął Inukai.
Gangster wymierzył mu cios prosto w prawy policzek. Mężczyzna upadł na ziemię. Westchnął ponownie i splunął krwią.
 -Nie chce mi się z wami bawić - wymamrotał, ocierając usta.
Lider (najprawdopodobniej) grupy podszedł do niego i uniósł za kołnierz. Reszta członków straciła zainteresowanie dziewczyną. Przywołałem ją do siebie ruchem dłoni. Posłusznie przybiegła do mnie.
 -Co z Inukai'm? - Szepnęła.
 -Da radę.
Nie przekonałem jej tym.
Wymamrotała coś pod nosem.
 -Ty nie wiesz, ile ona jest warta - Syknął facet.
Inukai milczał. Bez wyrazu, bez cienia zainteresowania.
 -Ty to głupi jesteś - Odparł.
Lidera zamurowało.
 -CO TY POWIEDZIAŁEŚ ŚMIECIU?! - Ryknął.
 -Prawdę - wzruszył ramionami.
Mężczyzna kopnął przeciwnika w nogę.
 -Myślisz, że tyle wystarczy? - Spytał kpiąco.
Zaprzeczył.
 -Nivi! Teraz! - Krzyknął po chwili.
Kotori kiwnęła głową. Blask oślepił mnie na moment. Anielica wzbiła się w powietrze.
 -To kto pierwszy? - Uśmiechnęła się.
Członkowie grupki spojrzeli po sobie.
 -Ghalirek! - Krzyknęli.
Zniknęli z cichym trzaskiem.
Podbiegliśmy do Inukai'ego.
 -Wszystkie zęby mam, więc jest dobrze - Stwierdził.
Kotori zachichotała cicho, lecz śmiech zamienił się w płacz. Mężczyzna dźwignął się na rękach i objął ją ramieniem.
 -Nie masz tu szczęścia, co? - Szepnął.
"Jesteś geniuszem pocieszania" - pomyślałem zaskoczony.